slajd22

Msze święte

Niedziele i święta: 700 900 1100 1600
Soboty (Msza z Niedzieli): 1700
Dni powszednie: 700 1700

W wakacje rano tylko o 700  z wyjątkiem I czwartków, piątków i sobót miesiąca oraz ważniejszych świąt i uroczystości.

630 Przed poranną Mszą św. - Codzienny różaniec
630 Niedziela - Godziniki ku czci Niepokalanego Poczęcia NMP
1520 Nieszpory Niedzielne

Msza św. dla dzieci w niedziele: 1100

Msza św. szkolna dla dzieci w czwartki: 1700

Msza św. dla młodziezy: w I piątki: godz: 1830 /Z wyjątkiem wakacji i ferii/

Kancelaria parafialna jest czynna:

Poniedziałki  od 800 do 900 od 1700 do 1800

Środy    od 1700 do 1800

Piątki   od 800 do 900

w maju i październiku kancelaria czynna w godzinach popołudniowych od 1600 do 1700 ze względu na nabożeństwa majowe i różańcowe

 

Spowiedź święta

Codziennie 30 min. przed każdą Mszą św
w I piątek miesiąca o godz: 16:00

Adoracja Najświętszego Sakramentu:

Piątek: 1630 - 1700 z Koronką do Miłosierdzia Bożego
Sobota: 1630 - 1700
w I czwartki miesiąca: 600 - 700 i 1830 - 1915
w I piątki miesiąca: 1600 - 1700

w III środy m-ca IX - V: 1800 - 1945 - Katecheza Biblijna z Kręgiem Biblijnym i modlitwą uwielbienia.

Prowadzący Ks. dr Tomasz Kusz

Witajcie!
Chciałbym opisać pokrótce to co było dane mi doświadczyć podczas pobytu w Brukseli na Europejskim Spotkaniu Młodych. „Pielgrzymka zaufania przez ziemię” Taki temat przewodni przyświecał naszym codziennym zmaganiom.
Wszystko zaczęło się już w listopadzie, gdy Ula (organizatorka naszego wyjazdu) zapraszała nas na cotygodniowe spotkania przygotowujące do tego czasu. Szczerze podziwiałem ją za determinacje i chęci. Spotkania w większości odnosiły się do tego jak głęboko ufam Bogu i co mógłbym zrobić by zaryzykować i oddać swoje całe życie Bogu.

Nadszedł ten oczekiwany przez wszystkich dzień. Niedziela 28 grudnia. Autobus do Katowic nie przyjechał – już wiedziałem że warto tam jechać! Nauczyć się ufać pomimo przeciwności. Dotarłem następnym busem. Godzina 15:00, grupka uśmiechniętych ludzi oczekuje przed kościołem Misjonarzy Oblatów w Katowicach – Koszutka. Widzę radość na twarzach. Większość z nich pochodzi z różnych części całego śląska, niektórzy związani z Oazą inni z Duszpasterstwem Akademickim, wiele par narzeczonych jak i małżeństwa.
Po chwili wszyscy już siedzą w autobusie, ksiądz modli się do Archanioła Rafała o szczęśliwą podróż. Ruszamy. Po drodze wstępujemy do Wrocławia by wziąć kolejne 20 osób. Długa noc w trasie, Aga moja w współtowarzyszka z DA Zawodzie śpi, jak większość autobusu. Ja rozmyślam – Panie Boże, po co tam jadę?

Na szczęście szybko zasnąłem i obudziłem się nad ranem w Brukseli gdzie zostaliśmy mile przywitani. Organizacja była na najwyższym poziomie, wszyscy ludzie, zaangażowani w przyjecie grup i rozsyłanie po parafiach, przyjechali parę dni wcześniej z różnych stron Europy. W szkole do której zostaliśmy przydzieleni znaleźliśmy osoby, które wyjaśniły nam jak mamy się tu poruszać, dały mapę, bilety na wszelkie środki transportu i na żywność. Ostatecznie podzieliły na jeszcze mniejsze grupy. Zostało nas 12 osób. Przeraziłem się jak zobaczyłem, że aby dojechać do naszego miejsca zamieszkania potrzeba dwóch przesiadek i 3 środków lokomocji, pociągu, tramwaju, metra. Jednak szybko się uspokoiłem i powiedziałem w sercu Jezu Ufam Tobie! Nie pierwszy i nie ostatni raz! Zawsze dawało mi to ogromne poczucie spokoju i opieki. W Parafii zostaliśmy ciepło przyjęci herbatą i rozesłani do rodzin. W większości po 2 osoby jednak nam trafiło być w 6! Pomyślałem cóż to za rodzina, która na prawie tydzień przyjmuje pod swój dach tak dużo osób? Jakże wielkie zdziwienie gdy okazało się że ta rodzina ma dodatkowo dzieci w liczbie pięciu! Wiek od roku - bliźniaki do pięciu lat.
Efraim, Immanuel.. ładne imiona miały i do tego jakże kontaktowe! Wyobrażacie sobie jak miło było z nimi posiedzieć, pobawić się. To był pierwszy owoc tego czasu, umocnienie w powołaniu do rodziny! Rodzina bardzo religijna i żyjąca Bogiem, obrazki na ścianach z fragmentami z Pisma Świętego. Całe ich życie było przesiąknięte Bogiem miłością do Niego i do siebie, na pewno kiedyś chciałbym także mieć taką rodzinę! Bardzo poruszyło mnie świadectwo ojca rodziny, który opowiadał o tym jak był w moim wieku, zakładał rodzinę, miał ciężką sytuacje jednak zaufał Bogu i On zawsze Mu pomagał! Widać było ten błysk w oku i wielką wdzięczność dla Boga.

Większość czasu spędzaliśmy jednak poza domem. Rano udawaliśmy się do kościoła na modlitwę. Cieszyłem się, gdy w jakiś sposób mogłem się w nią zaangażować, zwykle była prowadzona albo po angielsku albo w 5 językach. Po modlitwie, spotkania w grupach. Ja trafiłem akurat do grupy którą prowadziła wspaniale nasza Aga z Zawodzia, moja kochana współtowarzyszka w podróży. Dodatkowo były 4 osoby z Chorwacji i 4 z Niemiec no i my Polacy – narzeczeni Justyna i Marcin z którymi tez dane mi było mieszkać oraz wędrować po Brukseli – wspaniali ludzie! Ogółem były 2 takie spotkania o tematach „Wziąć odpowiedzialność za swoje życie” oraz „Przekraczać siebie samych”. Swoja dyskusje opieraliśmy na fragmentach z Pisma Świętego i Liscie z Kenii brata Aloisa przeora wspólnoty z Taize. Ciężko było mi się przełamać z moją „połamaną” angielszczyzną przy płynnie władających tymże językiem reszcie grupy, więc nastawiłem się na słuchanie ;) Zwykle to ja nawijam na różnorakich spotkaniach, więc to też była dla mnie jakaś lekcja pokory! Bardzo ubogaciłem się tymi ludźmi, niesamowite jak różnorodne jest chrześcijaństwo w innych krajach, jak każdy człowiek idzie swoją osobistą drogą do Boga. W jakiś sposób młodzież szczególnie z zachodu zazdrości nam Polakom tak wielu możliwości rozwijania się w wierze!

Nawiązując do tego niesamowicie mocno doceniłem sobie w tym czasie cud Eucharystii. Poświęciłem pewne popołudnie na poszukiwania kościoła już w samej Brukseli w której odprawiana by była Msza. Większość kościołów była oplakatowana i przygotowana na spotkania tematyczne Taize, tam nie widziałem żadnych informacji nt Mszy podczas tygodnia, ale po długim wędrowaniu odnalazłem niesamowicie duży kościół przy którego wejściu wisiała tabliczka z informacją że Msza jest w Niedziele o 10:30 oraz raz na dwa tygodnie w któryś dzień tygodnia. Czy potrzeba komentarza? To była jedna ze smutniejszych chwil w tym czasie, pomyślałem wtedy o moich Pawłowicach i nie dużym kościółku w którym Msza jest rano i wieczorem każdego dnia. Moja tęsknota za Bogiem w małym okruszku chleba została zaspokojona 1 stycznia, przed modlitwą poranną inna grupa z Polski miała Msze Świętą, to był bezsprzecznie najważniejszy moment w całym tym czasie.

Jednak wracając do planu dnia… Po spotkaniach w grupach, biegliśmy na stacje kolejową i jechaliśmy na hale Expo do Brukseli. Podobała mi się bardzo atmosfera w różnych środkach komunikacji, wzajemnej życzliwości i radości! O tak! To było coś pięknego gdy cały tramwaj z młodymi ludźmi całej Europy zaczął śpiewać „When I find myself in times of trouble, mother Mary comes to me,
speaking words of wisdom, let it be…” Były też inne kawałki jak Labamba itp. Wspaniałe uczucie wspólnoty! Coś co było zawsze jednorazowe i niepowtarzalne.

Wygłodniali docieraliśmy na hale, gdzie był rozdawany posiłek i co prędzej na modlitwę do następnych hal. W trzech potężnych halach trzeba było upchać 40 tys młodych ludzi. Wszędzie spotykało się wolontariuszy którzy nami kierowali. Często miało się uczucie w tym tłumie w którym nie można było zawrócić, jakoby jesteśmy owcami prowadzonymi na rzeź ;) jednak to był tylko mój czarny humor, zawsze byliśmy prowadzeni ku dobru . Po modlitwie popołudniowej, można było sobie zorganizować czas od swojego upodobania: Mnóstwo spotkań z ciekawymi ludźmi na terenie całej Brukseli, możliwość zwiedzania tego miasta, dostępna również była hala ciszy w której można było się pomodlić czy pomedytować. Lubiłem to miejsce też ze względu na księży którzy tam spowiadali, bez konfesjonałów tak zwyczajnie dwa krzesełka - to był wspaniały widok, Bóg rozlewał tam swoje miłosierdzie! Wieczorem kolacja i modlitwa. Modlitwa ekumeniczna, to jest fenomen Taize, iż przyjeżdżają tam ludzie z różnych wyznań chrześcijańskich. Osobiście ciężko było mi się na niej skupić po dniu pełnym wrażeń, jednak też dostrzegłem w niej to piękno zwykłej modlitwy codziennej w której nie mam warunków sprzyjających, wręcz odwrotnie i musze o nią powalczyć. Forma modlitwy była oparta głównie na kanonach, krótkich piosenkach śpiewanych w różnych językach powtarzanych w kółko dłuższy czas. Po modlitwie spotykaliśmy się w jednym miejscu by ruszyć w stronę domu, ok. 22:00 byliśmy już w domach.

Nowy rok przywitaliśmy w kościele w parafii również na modlitwie, to było ciekawe doświadczenie, podziękowałem Bogu za poprzedni rok i z zaufaniem spojrzałem w następny, w tym miejscu było to najmocniejsze! Oczywiście nie obyło się też bez zabawy! Każdy naród przedstawiał jakieś swoje narodowe piosenki. „Taki duży taki mały” oraz „jedzie pociąg z daleka” rozruszały imprezę. Jeden z dni był przeznaczony również na dłuższy pobyt w rodzinach. Zjedliśmy przepyszny obiad, ciekawostką jest iż frytki w Belgi są narodowym daniem. Rodzina w której byliśmy była bardzo umuzykalniona, dzieci już grały na skrzypcach, ojciec grał Chopina na Pianinie a mama przygrywała na flecie poprzecznym, szybko dogadaliśmy się jakie piosenki wszyscy znają i na wspólnym śpiewaniu przyjemnie upłynął czas. Wzięliśmy też dzieciaki na spacer żeby rodziców odciążyć, za co byli jak się domyślacie ogromnie wdzięczni.

Trudno było się rozstawać z rodziną i tym miejscem, jednak życie płynie dalej i bogatsi o te wszystkie doświadczenia, czas wracać do domu! Wiele chwil, sytuacji, rozmów których nie mogłem opisać bo by wyszła gruba książka, jednak przesiąknięta… jednością! Nie byle jaką jednością, bo jednością w Duchu Świętym, która nie patrzy na granice państwa ani wyznań.

Wracając wstąpiliśmy jeszcze do Amsterdamu, dla mnie taka Sodoma i Gomora naszych czasów. Wiele się nasłuchałem, tym razem mogłem to zobaczyć. Nie zobaczyłem wolności o której tak wszyscy gwiżdżą, zobaczyłem ludzi niesamowicie zniewolonych erotyką, narkotykami, bogactwem… To było smutne, Boga było ciężko tam odkryć, no po za zamkniętymi kościołami, które jeszcze o czymś przypominały, chyba że nie były już przerobione na restauracje, puby, muzea…
To też było dobre doświadczenie, w którym można było dotknąć ogromu zła w świecie. Potrzeba wiele modlitwy. Tak dodam jeszcze, że na najgorsze dzielnice trafiliśmy przez przypadek, oczywiście nie wierze w przypadki. Przyszliśmy z Agą za wcześnie do autobusu, wiec wybraliśmy się jeszcze jeden na spacer, na którym troszkę się pogubiliśmy… miałem pietra jednak ‘Jezu Ufam Tobie’ pomagało, dobrze się skończyło. Bóg po prostu chciał mi pokazać jeszcze to zło i także Mu za to dziękuje.
Kolejne spotkanie za rok w Poznaniu! Na pewno to wspaniałe doświadczenie, którego warto zakosztować! Ja zakosztowałem i nie żałuje. Dziękuje wszystkim za modlitwę w tym czasie. Dziękuję Adze za towarzystwo i całej mojej ekipie z którą się bardzo zżyłem!

Janusz

Darowizny na cele kultu religijnego

nr konta:

81 8447 0005 0000 0534 2000 0001
Bank Spółdzielczy w Pawłowicach

Bóg zapłać za wszelką pomoc materialną!

Adres

Parafia Rzymskokatolicka
pw. św. Jana Chrzciciela

ul. Biskupa Pawłowskiego 7
43-250 Pawłowice
tel. (32) 472-19-11

Delegat Arch. Katowickiej ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży

Ks. Łukasz Płaszewski
Kuria Metropolitalna
ul. Jordana 39 (wejście od ul. Wita Stwosza 16, poziom -1)
40-043 Katowice
kom.: +48 519 318 959
e-mail: delegat.dm@katowicka.pl

Licznik odwiedzin

Dzisiaj 137

Wczoraj 232

W tym tygodniu 580

W tym miesiącu 4770

Od 8 października 2012 697396

Currently are 8 guests and no members online

Kubik-Rubik Joomla! Extensions